Autocenzura

Nie wiem, czy ten blog powinien zacząć się od początku.

Ale może właśnie od tego momentu, w którym przypomniałam sobie, że istnieje Lilith.

Zacznę może od tego, że zawsze oczekiwano ode mnie jakiejś autocenzury.

Nigdy nie chciałam być jak reszta, ponieważ zawsze pragnęłam więcej. Więcej od życia. Więcej od siebie. Więcej od miłości.

Jednak bardzo szybko studzono mój zapał, ponieważ każdy miał własną wizję tego, kim powinnam być i w którym kierunku powinnam podążać.

Jak powinnam się zachowywać.

Co wypada kobiecie.

O czym powinna marzyć.

A o czym lepiej milczeć.

I przez lata próbowałam się w tym wszystkim odnaleźć.

Byłam żoną.

Matką.

Opiekunką.

Często stawiałam potrzeby innych ponad własne.

Coraz rzadziej pytałam siebie, czego naprawdę chcę.

Po rozwodzie przyszło wiele zmian.

Niektóre były konieczne.

Inne bardzo bolesne.

Ale wszystkie zmusiły mnie do spojrzenia na swoje życie z zupełnie innej perspektywy.

Pamiętam moment, w którym pogodziłam się z myślą, że prawdopodobnie zostanę sama.

Nie dlatego, że tego chciałam.

Po prostu uznałam, że być może tak właśnie będzie wyglądała reszta mojego życia.

Że pewne marzenia nie są już dla mnie.

Że pewne drzwi zamknęły się bezpowrotnie.

I właśnie wtedy pojawił się On.

Nie uratował mnie.

Nie stworzył Lilith.

Ale przypomniał mi, że ona nadal istnieje.

Przypomniał mi o marzeniach, które schowałam zbyt głęboko.

O odwadze, którą zgubiłam gdzieś po drodze.

O kobiecie, która kiedyś wierzyła, że może być sobą bez przepraszania za to świata.

Powoli zaczęły wracać marzenia.

Pojawiły się cele.

Pragnienia.

Fantazje.

I bardzo powoli zaczęła pojawiać się prawdziwa ja.

Nie ta, którą chcieli widzieć inni.

Nie ta, która przez lata cenzurowała własne myśli, słowa i uczucia.

Prawdziwa.

Lilith nie narodziła się dzięki Niemu.

Lilith zawsze była we mnie.

To On przypomniał mi tylko, gdzie jej szukać.

Może właśnie dlatego powstał Dziennik Lilith.

Nie po to, żeby kogokolwiek przekonywać.

Nie po to, żeby udowadniać swoją wartość.

Ale po to, żebym już nigdy więcej nie musiała milczeć.

Żebym nie zapomniała, kim jestem.

I żebym już nigdy więcej nie przepraszała za to, że jestem sobą.